Historia najlepszej agentki II wojny światowej

Jest w Londynie taka słynna ulica. Podejrzewam, że większość z Was o niej słyszała. Baker Street. Tak, tak – słusznie Wam się ona kojarzy z Sherlockiem Holmesem – mowa oczywiście o Baker Street 221B, o miejscu zamieszkania jednego z najsłynniejszych detektywów świata. Jeśli zaś chodzi o inną numerację, a mianowicie o Baker Street 64, to tam właśnie znajdowała się siedziba Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE), brytyjskiej tajnej agencji rządowej, i tam również działała – niezwykle skutecznie zresztą – Vera Atkins – bohaterka książki Williama Stevensona, nazwana najlepszą agentką II wojny światowej. Z przyjemnością sięgnęłam więc po tę lekturę, chcąc się przekonać, czym sobie na to miano owa agentka zasłużyła.

Czasy II wojny światowej zostały już bardzo szeroko opisane. Niemniej ciągle pojawiają się nowe wydarzenia, nowe postacie, których historie nie były dotąd znane, a o których opisanie aż się prosi. Historie o wielkim cierpieniu, stratach, nienawiści, haniebnych zbrodniach itp., ale również… o wielkiej odwadze, niepoddawaniu się, o wierze w zwycięstwo i ciągłej walce, celem jego osiągnięcia. W takich historiach najczęściej jest mowa o mężczyznach – nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Niemniej już od dłuższego czasu rola kobiet w tym okrutnym okresie również zostaje doceniana – na rynku pojawia się coraz więcej publikacji na temat dziewczyn, kobiet wojennych, które – każda na swój sposób – wsparły walkę z tak nieludzkim wrogiem. I tak w roku 2007 (w Polsce 8 lat później) opublikowana zostaje książka o ówczesnych dokonaniach Very Atkins.

Vera Atkins vel Vera Maria Rosenberg

SOE było organizacją działającą w latach 1940-1946. Jej celem było wspieranie ruchów oporu, sabotaż i wywiad w walce przeciwko okupantom. Jedną z dowodzących była kobieta, Vera Atkins właśnie. To jej zaufano, to w jej decyzje wierzono. Co ciekawe, a o czym niewielu wówczas wiedziało, tak naprawdę była ona rumuńską Żydówką, urodzoną jako Vera Maria Rosenberg w Bukareszcie. Nie mogła się jednak do tego przyznać, nie w obliczu tak otwartego antysemityzmu. Przyjęła więc nowe personalia, by służyć słabszym i potrzebującym. Przeprowadzała rekrutacje, szkoliła kilkuset agentów (w tym wiele kobiet), wysyłała ich na tajne, bardzo niebezpieczne misje. Była inteligentna, czujna, pewna siebie i swoich przekonań, zdecydowana, a przy tym niezwykle oddana sprawie, odpowiedzialna, lojalna. Nie dziwi więc, że była tak bardzo szanowana przez swoich współpracowników. Zacytuję z omawianej przeze mnie książki:

Ian Fleming, który także był szpiegiem, użył Very jako inspiracji dla Panny Moneypenny, będącej sekretarką Jamesa Bonda; powiedział także: „W świecie prawdziwych szpiegów, Vera Atkins była szefową”.

„Vera Atkins. Kobieta szpieg. Historia najlepszej agentki II wojny światowej” to pozycja nie tylko o Verze, ale również o jej agentach, m.in. o niezwykle zasłużonej Krystynie Skarbek. To historia o tym, jak wyglądała praca agentów, z jakimi przeciwnościami (nawet wewnętrznymi) i w jaki sposób musieli sobie radzić. To historia o niezwykłym poświęceniu. Polecam szczególnie osobom zainteresowanym tematyką wojenną (innych może znużyć mnogość nazwisk, terminów, a nawet akcji).

Książka warta przeczytania, postać Very warta zapoznania.

Za książkę dziękuję: Wydawnictwu Replika